sobota, 26 września 2015

Gdybym nie fotografowała…


(źródło: google)


                Czy czasami zastanawiacie się nad tym, ile rzeczy w życiu chcielibyście zrobić, ale ich nie robicie? Z różnych powodów: bo nie wypada, bo już jestem na to za stara, bo na pewno mi nie wyjdzie, bo co inni pomyślą itd. Ja trzymam rękami i nogami fotografię, bo czuje się w niej pewnie ale nie raz chciałabym robić coś jeszcze.
Mam 21 lat a od jakiegoś czasu myślę o sobie w taki sposób, jakbym była już co najmniej na półmetku życia. Jest trochę rzeczy, które chciałabym robić, ale kurczowo trzymam się myśli, że to nie dla mnie bo już jestem za stara. ZA STARA! Ten argument jest tak absurdalny, że w tym momencie śmieję się sama z siebie, poważnie.





Będziecie się teraz pewnie nabijać, ale w podstawówce śpiewałam. Na apelach najczęściej. W dodatku Pani, która przygotowywała nas do występów wyjątkowo upodobała sobie utwory skomponowane przez Piotra Rubika i tak wałkowaliśmy go przez 3 lata. W między czasie wpadło kilka konkursów, nigdy nic nie wygrałam, ale raz nawet zdobyłam wyróżnienie. Nic z tego nie miałam? Wręcz przeciwnie! Sprawiało mi to taką ogromną radość, że chętnie zgłaszałam się przy każdej możliwej okazji aby śpiewać na tych apelach. I wiecie co się później stało? Poszłam do gimnazjum. Tam stwierdziłam, że nie będę się wyrywać jako pierwszak a w późniejszych klasach byłam już UWAGA! ZA STARA! (oczywiście w mojej opinii ;) ). W liceum też przez chwilę walczyłam sama ze sobą, ale odpuściłam.

                W porównaniu do śpiewu nigdy nie tańczyłam. Od dziecka byłam nazywana pączusiem, kluseczką czy innym fantastycznie brzmiącym grubaskiem, więc gdy w szkole były zawody taneczne czy aerobiczne zawsze chciałam się zgłosić, ale zawsze wydawało mi się, że nie wypada. Bo nie prezentuję się tak ładnie na parkiecie jak moje koleżanki. Chciałam też grać w siatkówkę, ale ten temat wiąże się trochę z tańcem. Te same powody + przecież jestem strasznie niska i nie wchodził mi każdy serwis.

Podejrzewam, że wymieniać bym mogła w nieskończoność… Rysować bym chciała. Kiedyś próbowałam i nawet mi to wychodziło, ale na zajęcia z rysunku przecież się nie zapisze bo jestem za stara! ;) Oooo! Malować też chcę! Co do tego, nawet nie poczyniłam najmniejszych kroków (chociaż przyznam, że pędzle kupiłam jakiś czas temu ). Wygrywa jednak ten sam argument co przy pozostałych punktach. Chciałabym się też nauczyć hiszpańskiego… ale…

Mimo to, próbuję trochę z tym walczyć. Dziś na przykład kupiłam sobie maszynę do szycia, mimo, że wydałam na nią połowę wypłaty. Stoi teraz obok mnie i jestem z niej strasznie dumna, choć przyznam, że nie potrafię jej nawet uruchomić i czekam aż wróci z pracy mój mężczyzna. Oprócz tego zaczęłam trochę gotować i eksperymentować w kuchni. Sprawia mi to ogromną radość i wreszcie nie mogę zwalić na wiek, że nie mogę tego robić. Kolejną rzeczą są narty. Pierwszy raz miałam je na nogach w wieku 18-19 lat i wtedy wydawało mi się straszną siarą, że wywracam się przy każdej próbie zejścia z głupiego wyciągu. Po dwóch latach przerwy znów spróbowałam i dalej się przewracałam, ale sprawiało mi to taką ogromną frajdę, że mimo tych dziesiątek przewróceń czy chęci zdjęcia nart w połowie stoku i sturlania się do samochodu, nie mogę się doczekać kiedy znowu będę mogła pojeździć! Po swojemu, po oślej łączce wśród maluchów, które jeżdżą ode mnie 300 razy lepiej. 


Podsumowując: Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która wkręca sobie jakieś dziwne powody, dla których nie może robić tego co sprawia jej przyjemność. Tylko dlatego, że ktoś patrzy, ktoś się będzie śmiał lub ktoś inny robi to rewelacyjnie. No i co z tego? Niech patrzy, niech gada, niech będzie świetny w tym co robi. Ty bez prób niestety nie będziesz od niego lepszy. Dlatego pomyśl czym chciałbyś się zajmować, jakie mieć dodatkowe hobby, którego jeszcze nie realizujesz i postaw w tym kierunku pierwsze kroki! Na nic nigdy nie jest za późno J

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz