czwartek, 12 lutego 2015

2014/2015

          Mija pierwszy tydzień sesji.. a ja? Wyluzowana, popijam sobie czeskiego radlera wymyślając listę rzeczy do zrobienia na przyszły tydzień. Nareszcie zasłużone ferie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jest to moja pierwsza z trzech sesji, kiedy nie muszę się martwić poprawkami. Semestr przeleciał za szybko. Prace pisane w dzień oddania (tak, między innymi praca, którą pisałam w godzinach 18-21 w Sylwestra... ), nauka na zaliczenia w dzień zdawana.. A wszystko uświadamia mi to tylko to, że już połowa studiów licencjackich za mną.



  Nowy rok niby nie wniósł niczego nowego, nie wymyśliłam postępów ani listy rzeczy do zrobienia w ciągu kolejnych 12stu miesięcy (choć był taki zamiar). Mimo to czuje się inaczej. Coś wewnątrz podpowiada mi żeby działać, robić te rzeczy na które do tej pory nie miałam odwagi. Bo czuję, że dam radę. Bo jak nie teraz to kiedy?

Trochę prywaty ;) Może ten wpis zmotywuje mnie do tego, żeby jednak bywać tu częściej:)