czwartek, 25 września 2014

Chcesz pomóc? Pomagaj!

Witam, wszystkich :)

          Dziś post, który ma trochę nauczyć, trochę uświadomić i trochę pomóc. O tym jak doszło do tego, że postanowiłam zostać Domem Tymczasowym, oraz o tym, jak kocia fundacja mnie zmieniła w ciągu kilku miesięcy.

          Wpływ na moją decyzję o tym by zostać Domem Tymczasowym miało kilka czynników.
Pierwszy czynnik, ma czarno-bure, mięciutkie futerko, jest kochanym miziakiem i moją pierwszą kocią miłością. Przedstawiam Wam kota Mariana :)

          Marian znaleziony został 5 lat temu, podczas wycieczki rowerowej z moją przyjaciółką, pomiędzy dwoma wioskami pod moim rodzinnym miastem.

          Coś piskało w rowie. Pierwsza myśl "To na pewno ptaki". Jednak po chwili coś mnie tknęło. "Kici kici!" - z rowu wyszła mała, pręgowana kuleczka. Szybki telefon do mamy i po chwili puchate, miałczące w niebogłosy maleństwo jechało w plecaku do nowego domu. Po przyjeździe było kilka pomysłów: oddać kociaka do babci na wieś, schronisko w mieście obok... Podjęta została najlepsza z możliwych opcji: Kociak został z nami :) Kotek elegancko korzystał z kuwety, jadł suchą i mokrą kocią karmę, był zadbany. Weterynarz określił jego wiek na 3-4 tygodnie.  Kochany miziak, który nie bał się człowieka. Kociak cudowny, jednak był to okres, kiedy maluch wspinał się po firankach (które nie uszły z życiem). I to był chyba powód wyrzucenia kociaka przez poprzednich właścicieli. Od tamtego dnia, żaden domownik nie wyobraża sobie życia bez niego! :)


          Kolejnym nieszczęściem, którego byłam "współratującą" w pierwszej dobie, było kociątko wyrzucone na śmietnik - dosłownie. Któregoś dnia, siedziałam z przyjaciółką u mnie w domu. Po jakimś czasie przybiegła moja siostra mówiąc, że dzieci z podwórka znalazły zamkniętego w szafce wystawionej pod śmietnik kociaka. Szybka akcja i kotek był z nami w domu. Była sobota po południu, żaden
weterynarz nie był już dostępny. Pojechałyśmy zrezygnowane do ostatniej lecznicy w mieście jednak drzwi były zamknięte. Po chwili koleżanka zauważyła jakąś panią, która miała wsiadać do samochodu. Okazała się to lekarka weterynarii, która po skończonej pracy miała jechać do domu. Szybko opowiedziałyśmy jej historię małego kotka, a ta bez namysłu zaprosiła nas do lecznicy. Diagnoza: złamane żebro, zwichnięta łapka. "Musiał dostać niezłego kopa" usłyszałyśmy od lekarki. Kociak został opatrzony i nawodniony. Miałyśmy zgłosić się na następny dzień.  Kociak mieszka szczęśliwie we Wrocławiu z nowymi właścicielami :)


          Kilka miesięcy temu zainteresowałam się działalnościami Fundacji, które ratują kociaki. Polubiłam kilka fanpejdży na facebooku i kręciłam głową z niedowierzaniem kiedy widziałam kolejne wołania o pomoc. Sama nie wiedziałam jak za bardzo pomóc. Myślałam nad adoptowaniem kociaka z którejś fundacji lub nad zostaniem tak zwanym Domem Tymczasowym. Ja w głowie układałam tabelkę zawierającą "za" i "przeciw" a tymczasem fundacje apelowały, że jest nadmiar kotów, że wiosna w tym roku przyszła szybko co tylko sprzyjało wcześniejszemu rozmnażaniu się kotów w miastach, że na dworze upały i żeby wynieść chociaż miseczkę z wodą.

          Los chciał, że wracając pewnego gorącego (32 stopnie) poranka (przed godziną 10) natknęłam się niedaleko pobliskiego sklepu na czarnego, niedużego kotka. Kociak wyglądał na przestraszonego. Uciekał przed parkującym niedaleko samochodem, po czym schował się pod niego. Obok wyłożona była zaschnięta już kocia saszetka. Po konsultacji z mamą i zapytaniu w pobliskim sklepie kot trafił znów do mnie do domu. Ekspedientka ze sklepu mówiła, że kociak błąkał się tam już od kilku dni.
W domu dostał jedzenie na które się od razu rzucił. Postanowiłam zabrać go do weterynarza, tam jednak zostałam odesłana do inspekcji weterynaryjnej. Na miejscu pani nie wstając zza biurka, podała mi nr telefonu do kobiety, której zgubił się podobny kociak. Dowiedziałam się, ze kociak który zasnął mi na rękach to kotka. Poinformowano mnie także, że kotkę powinnam odnieść na miejsce, bo może sama wróci do domu a jeśli ją zatrzymam mogę zostać osądzona o przywłaszczenie czyjegoś kota jeśli znajdzie się jej właściciel. Kazano mi obserwować kotkę przez najbliższe dni - jeśli będzie dalej w tym samym miejscu mogę zadzwonić do schroniska, ale i tak jej nie wezmą bo jest przepełnione, więc kotka będzie zamknięta w klatce. 

Podziękowałam, wyszłam i podjęłam decyzję, że sama będę szukała domu dla kotki. Napisałam kilka ogłoszeń na facebooku oraz na lokalnej stronie internetowej. Napisałam również do kilku fundacji dla kotów, które obserwowałam (w tym lokalnej) z opisem sytuacji i z pytaniem co powinnam zrobić. Wszystkie fundacje jednogłośnie stwierdziły, że bardzo dobrze zrobiłam zostawiając Luśkę (musiałam ją jakoś nazwać ;) ) u siebie i to co usłyszałam w inspekcji weterynaryjnej to jakieś bzdury. Mimo to nie pomogła mi lokalna fundacja, na którą najbardziej liczyłam. Pomogły za to fundacje z Wrocławia i Poznania, którym zadawałam mnóstwo pytań i które wstawiły ogłoszenie ze zdjęciem koteczki na swoje strony. Kotka znalazła nowy kochający dom z ogródkiem, w którym córka państwa zgłaszającego się po kotkę jest wolontariuszką w lokalnej fundacji ;) Kilka dni po tym byłam w sklepie gdzie ją znalazłam - nikt o nią nie pytał. Luśka została przechrzczona na Lunę i mam nadzieję, że jest jej dobrze :)


          Przez kociaki, które u mnie były i apele różnych fundacji, podjęłam decyzję: Zostaję Domem Tymczasowym!
Ale co to jest ten Dom Tymczasowy? Jest to dom, gdzie fundacja może oddać pod opiekę zwierze do czasu jego adopcji. Domy Tymczasowe są potrzebne w każdej fundacji, więc nie jest istotne, czy chcemy pomóc kotu, psu czy królikowi. Wystarczy zgłosić się do danej fundacji działającej w naszym mieście i przedstawić sprawę. Najprawdopodobniej zostanie przeprowadzony z nami wywiad, być może nawet wizyta by sprawdzić warunki w domu. Dom Tymczasowy zazwyczaj pokrywa koszty utrzymania zwierzaka (np. jedzenie, żwirek, trociny, zabawki - wszystko w zależności od tego jakiego zwierzaka przygarniemy), jeśli zwierze wymaga leczenia, na pewno fundacja pokryje jego koszty (chociaż pewnie niejedna fundacja ucieszyłaby się i z takiego wsparcia). Jeśli jednak martwisz się o koszty możesz zaznaczyć, że chcesz wziąć zwierzę na tymczas, napisz do fundacji, na pewno znajdzie się dobre rozwiązanie.
 
          Ja odezwałam się do dwóch wrocławskich fundacji, ponieważ tam mieszkam na codzień: Przygarnij KOTA (facebook: https://www.facebook.com/PrzygarnijKOTA) oraz Fundacja EBRA Koci Zakątek (facebook: https://www.facebook.com/pages/Fundacja-EBRA-Koci-Zak%C4%85tek/284051141638009?ref=ts&fref=ts ). Na to z której fundacji wezmę kociaka wpłynęła jedynie szybkość odpowiedzi na moje pytanie. Po rozmowach na facebooku i wizycie wolontariuszki u mnie w domu po kilku dniach przyjechał do mnie kociak. Dostałam go z klatką, ponieważ był to kociak kilku tygodniowy, zabrany z dworu, potrzebujący oswojenia z ludźmi. Dodatkowo fundacja zapewniła mi kuwetkę, żwirek, zabawki i zapas jedzenia - o nic więc się nie musiałam martwić :) Bruno jest ze mną trzeci tydzień i już zaplanowana jest jego adopcja z czego bardzo się cieszę. Co więcej, w weekend trafia do mnie braciszek Bruna, któremu także będziemy szukali nowego, kochającego domku :)





JAK MOŻESZ POMÓC?

Rozwiązań jest kilka:

  • Zostań Domem Stałym - Adoptuj kotka :) Jeśli masz warunki lub jeśli zastanawiasz się nad zwierzakiem, weź tego z Fundacji :) Zazwyczaj pracownikami fundacji są wolontariusze, którzy zazwyczaj ratują zwierzęta na własny koszt oraz z pieniążków, które otrzymują od darczyńców;
  •  Zostań Domem Tymczasowym - jeśli masz wątpliwości napisz do fundacji działającej w twoim mieście - wolontariusze na pewno odpowiedzą na wszystkie twoje pytania :)
  • Zostań opiekunem wirtualnym - Jeśli z jakichś powodów nie możesz mieć zwierzaka, możesz zostać opiekunem wirtualnym: twoje pieniążki trafiają do wybranego przez Ciebie zwierzaka, który przebywa akurat pod opieką fundacji. 
  • Wpłaty na konto - Większość fundacji ma własny numer konta, na który można przelewać pieniążki. Nie muszą być to nie wiadomo jakie sumy - każda złotówka się liczy :) 
  • Zorganizuj zbiórkę żywności lub żwirku dla kotów w swoim najbliższym otoczeniu :)
  • Udostępniaj posty - zarówno te dotyczące adopcji jak i apeli ze strony fundacji - większość z nich ma profil na facebooku;
  • Oddaj przedmiot na licytację - rysujesz, malujesz, szyjesz lub wykonujesz własnoręcznie inne prace? Swój przedmiot możesz oddać na licytację z której pieniążki przekażesz na konto fundacji :) Niektóre z nich (np. Koci Zakątek https://www.facebook.com/pages/Licytacje/736727836380035?fref=ts) posiadają strony, na których można zaproponować swój przedmiot na licytację :)
  • Fotografujesz? - wykorzystaj to! zaproponuj fundacji działającej w twoim mieście wykonanie zdjęć podopiecznych :) Piękne zdjęcia zwierzaków mają ogromny wpływ na adopcje! :)
  • Weź ulotki - Niektóre fundacje mają ulotki, które można od nich odebrać i roznieść np, w swoim bloku lub rozdać w szkole czy na uczelni :)

Mało? Napisz do wybranej przez siebie fundacji w jaki sposób możesz pomóc :)



Jeśli ten post pomoże chociaż jednemu poszkodowanemu przez życie kociakowi, będę najszczęśliwszą osobą na świecie :)





2 komentarze :

  1. Ojej, widać że kochasz zwierzęta, tak samo jak ja... też mam 2 koty przygarnięte z działki ;( Masz dobre serce że je tak przygarniasz! i szczęscie do kotków. Nie rozumiem ludzi którzy krzywdą inne istoty, w tym zwierzęta. To takie podłe! jak można małego kotka wyrzucić na śmietnik? ;( to zwierzęta są bardziej mądrzejsze od nas, mają w sobie więcej dobroci... Marian jest piękny! Rozumiem że masz jednego kotka? Wiesz co, też miałam jednego ale odkąd mam 2, zauwazyłam jakie koty są towarzyskie, razem śpią, wychodzą na dwór, bawią się, myją, przytulają itp :D więc jak będziesz chciała drugiego kotka to polecam!!! koty świetnie się razem czują. Oprócz tego robisz piękne zdjęcia, na prawdę masz talent ;) ! Obserwuję już Twoje bloga, i fan page'a. W sumie też jestem fotografem więc jeśli będziesz miała ochotę to zapraszam do mnie :D pozdrawiam :)
    http://xgetflowx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, swojego kota mam jednego, Mariana właśnie :) ale brakowało mi go na studiach po przeprowadzce do Wrocławia i zaangażowałam się trochę w pomoc fundacji Ebra Koci Zakątek :) ostatni kociak ze zdjęcia jest u mnie właśnie we Wro na Domu Tymczasowym a wczoraj wzięłam także jego braciszka ;) (którego w ogóle nie toleruje i ciągle syczy i warczy na niego :( ) na szczęście Bruno znalazł już ludzi, którzy biorą go do siebie w niedzielę na stałe :)
      Tak jak piszesz... zwierzaki mają w sobie więcej dobroci niż niejeden człowiek... I tego powinni się co niektórzy ludzie od nich uczyć ;)
      dziękuję za miłe słowa :)
      zaraz zerknę do Ciebie! :)

      Usuń